P. Schmidt: Kaktus na walentynki

Opis produktu

Kaktus na walentynki to książka wyjątkowa, napisana przez człowieka z autyzmem (o którym się dowiedział już po dwudziestce) i który – wbrew wszelkim mitom i przekonaniom, wykluczającym miłość i autyzm – znalazł swoją wybrankę, założył rodzinę i wychował – wraz z żoną – dwójkę dzieci. Realizował przy tym swoje inne pasje – jest naukowcem, miłośnikiem wulkanów i podróży po świecie. To Peter Schmidt – już kilka razy gościł w Polsce, opowiadając historię swojego życia i pokazując, jak wygląda życie autysty „od środka”. O swojej pierwszej książce Kaktus na walentynki pięknie (i romantycznie) piszę we wstępie, który zamieszczamy:

Drogie Czytelniczki i Czytelnicy!

Przed Wami leży niezwykła historia miłosna, napisana z perspektywy człowieka autystycznego.  Powszechnie uważa się, że miłość i autyzm wykluczają się wza­jemnie. To przecież jak czarny siwek, niemożliwe. W istocie jest to tak, jakby ktoś o orientacji homoseksualnej chciał mieć rodzinę i dom z ogrodem.

Droga do urzeczywistnienia tych marzeń daleka jest od normalnej. Jednak tam, gdzie są chęci, tam pojawia się również droga wiodąca do celu. A kto chce przemie­rzać nowe szlaki, musi poradzić sobie  bez drogowskazów! Tak brzmi moje życiowe motto od czasów szkolnych.

Iść tą drogą oznacza poradzić sobie z konkurującymi ze sobą tęsknotami. Z jednej strony zawsze chciałem być sam, by mieć wszystko pod kontrolą. Z dru­giej jednak strony czułem się samotny, a tego nie chciałem. Tęsknota za miłością i bezpieczeństwem kazała mi ostatecznie iść tą drogą. Nie wiedziałem, że aby dojść do celu będę musiał pokonać tak wiele wysokich pod niebo oblodzonych szczytów. Celem jest droga! Nawet najdłuższa droga zaczyna się od pierwszego kroku.

     Na krajowej konferencji poświęconej problematyce autyzmu, w 2008 roku w Norymberdze, moja żona i ja zaprezentowaliśmy naszą indywidualną drogę – miłość z autyzmem. Przy czym moje emocjonalne doznania przedstawiłem jako ulicę biegnącą przez krajobrazy. Wyszedł z tego wykład, który w równej mierze wyraźnie poruszył osoby autystyczne i nieautystyczne. Znalazłem drogę, by przed­stawić, co się we mnie działo.

Od tego czasu chodziła mi po głowie myśl, by napisać moją historię. Ale opra­cowanie diagnozy autyzmu wymagało czasu. Dobra książka powinna być napisana z dystansem. Dopiero, gdy się stoi na szczycie widać prawdziwą strukturę równin u podnóża gór.